[Recenzja Płyty] Ellie Goulding – “Brightest Blue”

0

Artystka której nie da się pomylić z nikim innym. Ellie Goulding po 5 latach od premiery jej ostatniego albumu wraca z nowym wydawnictwem “Brightest Blue”, które było promowane przez hitowe “Close to Me”, balladę “Flux”, “Hate Me”, “Worry Bout Me” czy “Power”.

By doszło do wydania nowej płyty Ellie, od pierwszego singla go zapowiadającego musieliśmy czekać 2 lata! Jednak moim zdaniem Ellie nie jest artystką, która potrzebuje wielkich komercyjnych hitów, choć ma ich kilka na swoim koncie – “Love Me Like You Do”, “Lights” czy “Burn”.

Obrana strategia muzyczna w przypadku tej konkretnej płyty była zawiła i trudna. Mieliśmy doczekać płyty inspirowanej jej najlepiej ocenianym krążkiem “Halcyon”. A jak jest naprawdę?

“Brightest Blue” została podzielona na dwie części. Jedną z nich są single, które miały być hitami: “Worry Bout Me”, “Hate Me” czy “Slow Grenade”. Ta ostatnia brzmi naprawdę świetnie i mogłaby śmigać w stacjach komercyjnych. Jednak “prawdziwą” odsłoną okazała się jej pierwsza część promowana przez singiel “Power”…który również nie został doceniony odpowiednio. W refrenie “Power” do produkcji utworu został włączony sampler z refrenu “Be The One” Duy Lipy. Jest to niestety przeciętny numer i moim zdaniem najsłabszy jeśli chodzi o pierwszą część albumu. Na główny singiel wybrałbym “How Deep Is To Deep”, które wyróżnia się nowoczesną i bogatą produkcją. Zdecydowanie jest to jedna z najlepszych piosenek Ellie w całej jej karierze. Po za tym mamy przepiękne balladowe “Bleach” czy “Woman”, które faktycznie mogą być porównane do spokojniejszych piosenek z “Halcyon”. W ucho może trafić również eksperymentalne “Tides”, które mogłoby się pojawić na poprzednim krążku “Delirium”, choć jako jedna z najlepszych pozycji obok “Codes” czy “Don’t Need Nobody”. Na pewno pomijać będę tytułową “Brightest Blue” czy “Love I’m Given”, które niestety mnie nie porwały.

Ellie nie przyzwyczaiła nas do małej ilości piosenek. Pierwsza płyta miała ich 18, druga jeśliby zliczyć wszystkie wersje – 31(!!!), a trzecia – 25. Tym razem dostaliśmy 10 nowych piosenek z trzema interlude’ami, które myślę, że albo mogłyby być pełnymi piosenkami, albo nie pojawić się wcale, bo się je po prostu pomija.

Dla mnie ta płyta jest na pewno lepsza od “Delirium”. Może i warto powiedzieć, że jest świetną kontynuacją “Halcyon Days”, choć do samego “Halcyon” jak i debiutanckiej “Bright Lights” jest jej wciąż daleko. Warto zwrócić uwagę na takie utwory jak: “Flux”, “Woman”, “Bleach”, “How Deep Is To Deep” czy “Tides”, jednak pięć lat oczekiwania na czwartą płytę artystki, wiedząc jak dobre płyty wydała – “Bright Lights” czy “Halcyon”, można poczuć, że to za mało, bardzo mało, a jednak Ellie tego czasu miała mnóstwo i Ci, którzy znają jej nazwisko na pewno zdają sobie sprawę, że stać ją na wiele lepszą muzykę.

%d bloggers like this: