[Recenzja Płyty] Julia Pietrucha – “Folk It! Tour”

0

Po dwóch latach od drugiej płyty Julii “Postcards From the Seaside” czas na “nowy album”. “Folk It! Tour” to płyta złożona z siedmioma piosenkami z dwóch płyt artystki, które zostały nagrane na jej trasie koncertowej o tym samym tytule, oraz trzy nowe numery.

Folk It! Tour zaczyna się moją ulubioną piosenką z twórczości Julii – „Tonight”. Przyznam, że wywrócenie jej do góry nogami w innej aranżacji słuchać muszę w pełnym skupieniu, w wyciszeniu, ponieważ jej oryginalna wersja z pierwszej płyty „Parsley” grana na ukulele ma w sobie zupełnie inne emocje – jest mocna, chce się głośno śpiewać z artystką refren tej piosenki. Jednak na Folk It! Tour jest zupełnie inaczej. Po prostu się słucha. W pełnym jego instrumentarium.  Zmienione mocno zostało również „We Care So Much” – największy hit Pietruchy. Niestety nowa aranżacja nie przypadła mi do gustu ze względu na jej oryginalne, genialne zresztą, brzmienie. To kolejna obok „Tonight” piosenka z debiutu Julii nagrana z całym zespołem. I choć nie trafiła do mnie to szacunek za tę nową wersję, ponieważ brzmi ona świeżo, jak zupełnie inna piosenka. A to duży plus, bo zrobienie tej samej piosenki na nowo, z innym stylem śpiewania, akcentowaniem i  linią melodyczną nie jest łatwy. Zaskoczony jestem doborem piosenek na trzecią płytę Julii, ponieważ wszystkie piosenki z „Parsley”, które na niej są – są moimi ulubionymi. „Tonight”, „We Care So Much”, „In Me” oraz „Growl It” to piosenki, które po czterech latach od ich wydania stale zapętlam, kiedy mam ochotę posłuchać pierwszej płyty artystki.

Lepiej wychodzą tutaj piosenki z drugiej płyty Julii – „Postcards From the Seaside”. Przede wszystkim wielkie wrażenie zrobiła na mnie nowa aranżacja utworu „Niebieski”. Spokojny wokal Pietruchy pięknie łączy się ze skrzypcami, które są wyciągnięte na pierwszą stronę. Nic tylko zamknąć oczy i rozkoszować się tą melodią. Dobrze wypada także „Wasted”, które mogłoby w takiej wersji pojawić się na albumie „Parsley” i w tej wersji podoba mi się nawet bardziej niż oryginał.

Po za wyżej wymienionymi utworami, dostaliśmy trzy zupełnie nowe piosenki – „Home” z Martą Zalewską, „With the Wind” oraz „Eyes of Lovers” zamykające płytę. Przyznam, że uwielbiam się zatapiać w takich piosenkach jak „With the Wind” – to druga taka spokojna piosenka zaraz po „Niebieski”. Mam coś takiego, że nie potrzebuję całego spektrum instrumentalnego, by zachwycić się głosem i piosenkami Julii, ale do tego też przyzwyczaiło mnie „Parsley” i dzięki tej płycie pokochałem brzmienie ukulele. „With the Wind” ma w sobie lekkość, zwiewność, taką beztroskość i daje uczucie wolności wewnątrz. Ostatnia nowość „Eyes of Lovers” to bardziej żywa kompozycja, która sprawia, że może pojawić się uśmiech na twarzy i choć jest zagrana z całym zespołem, to dodaje jej uroku, a sposób śpiewania pokazuje, że to nie tylko zaśpiewanie tekstu do piosenki w celu jej zwyczajnego nagrania, a zarejestrowane zostały bardzo pozytywne emocje, których po prostu nie da się nie usłyszeć.

Ciężko mi ocenić tę płytę jako całość, bo nowe utwory, które dostaliśmy są naprawdę godne uwagi,  ale ja będąc przyzwyczajony i znając swoje zamiłowanie do „oszczędnych” brzmień jak i do oryginalnych wersji piosenek z debiutanckiej płyty artystki, wolę wrócić właśnie do „Parsley”, ale jeśli chodzi o obiektywne spostrzeżenia – nowe wersje spodobają się tym, którzy szukają nowych, nieszablonowych rozwiązań, innych emocji.

Mam nadzieję, że na płytę z wszystkimi nowymi kawałkami nie przyjdzie nam długo czekać, bo stęskniłem się za kolejnymi dokonaniami Julii.

%d bloggers like this: