[Recenzja Płyty] Katy Perry – “Smile”

0

Katy Perry po premierze płyty Witness kazała nam na siebie czekać 2 lata. W 2019 roku artystka wydała singiel “Never Really Over”, który jest pierwszym numerem, który otwiera piąty studyjny album Perry “Smile”. Singiel spotkał się z bardzo dobrymi recenzjami i mówiło się o możliwym powrocie artystki na listy przebojów stacji radiowych. “Never Really Over” zasługiwało na więcej niż osiągnęło. Szybka, energiczna, piosenka z samplem utworu “I Love You like that” Dagny wśród fanów przyjął się świetnie, więc wrzucenie go na finalną tracklistę płyty było rozsądne. Niestety na płycie nie pojawiły się piosenki takie jak “Never Worn White” czy “Small Talk”.

Jako główny singiel promujący album “Smile” wybrano jednak “Daisies”. Tak samo na drugi wybrano tytułowy “Smile”… Zastanawiam się skąd te wybory? Czy stacje radiowe nie mogłyby zaproponować na single takich utworów jak “Champagne Problems” czy “Teary Eyes”? Na single zostały wybrane moim zdaniem najsłabsze utwory z płyty, które kompletnie nie odzwierciedlają tego, jak naprawdę brzmi “Smile”. Ale też dzięki temu nie miałem wielkich oczekiwań i zaskoczyłem się jeszcze bardziej niż jakby moje faworyty były grane w radiach.

Dlaczego mówię o przykładowym “Teary Eyes”? Bo to nie jest piosenka, której można byłoby się spodziewać po Katy Perry. Muzyka trance? Przypomina mi się projekt Beat Service pod wytwórnią Armada, który tworzy muzykę z gatunku uplifting trance. Jest to najciekawszy moment na tej płycie wraz z utworem “Champagne Problems”, które spokojnie zostanie hitem, jeśli zostanie wydane na któryś singiel z kolei. Porządnej produkcji nowoczesny pop, który można nucić pod nosem. Jej refren wbija się w głowę. Podobnie jest z “Cry About It Later” – kolejny materiał na hit. Katy postanawia się bawić, a dopiero później płakać śpiewając “Cry about it later, tonight I’m having fun”.

Do gustu też może podejść “Only Love”, gdzie artystka śpiewa o braniu wszystkiego nazbyt osobiście i niepotrzebnie zawraca sobie głowę małymi problemami.

Oczywiście nie można nie wspomnieć o “Not the End of the World”, które brzmi jak połączenie “Dark Horse” z trzeciej płyty Katy “PRISM” i “Black Widow” Iggy Azalei i Rity Ory (Katy jest autorką obu tych megahitów, które zna po prostu każdy fan muzyki popowej).

Nowa płyta Katy Perry mimo wszystko nie jest niczym odkrywczym. Stopniowo z płyty na płytę artystka pokazuje, że odnajduje się w różnym podgatunku popu, jednak ja tęsknię za Katy, która na swojej pierwszej płycie śpiewała piosenki takie jak “Waking Up in Vegas”, “Thinking of You”, “If You Can Afford Me”, czy “Self Inflicted”. Ale też za tą z “Teenage Dream” gdzie artystka doprowadziła każdy swój singiel, a było ich aż 7!, na pierwsze miejsca list przebojów. Mam nadzieję, że Katy kiedyś jeszcze wyda tak dobre płyty jak “One of The Boys” i “Teenage Dream” i spowrotem zachęci w całości do swojej twórczości, bo bardzo dobrze potrafi to robić, ale gdzieś od czasu poprzedniej płyty “Witness” jej droga się pogubiła.

“Smile” na pewno wywołuje uśmiech na twarzy, bo mamy tu kilka fajnych numerów, ale “fajnych” to za mało jak na piątą płytę artystki.

%d bloggers like this: