[Wywiad] “Ludzie mi mówią, „znajdź sobie jakąś pasję” oprócz muzyki, bo jak ci nie wyjdzie, to może być ciężko. Ale cała oddałam się muzyce” ~ Kathia

0

Kathia to 18-letnia songwriterka z Poznania, która dysponuje wyjątkowym, oryginalnym głosem. Młoda wokalistka jest na samym początku swojej artystycznej drogi. Podczas koncertów gra na gitarze i pianinie. No i pięknie śpiewa! Jak na swój wiek komponuje bardzo dobre utwory i pisze dobre teksty – zarówno po polsku, jak i po angielsku.

Kathia jest przed wydawniczym debiutem. 22 sierpnia 2020 roku  (nakładem Borówka Music) światło dzienne ujrzała jej EP „Town” – materiał prasowy

Po koncercie Kathii w Łódzkiej Woolturze zaprosiłem też artystkę do wywiadu i naszą rozmowę możecie przeczytać poniżej.

Mariusz Majchrzak: Jak udało Ci się nawiązać współpracę z agencją Borówka Music?

Kathia:  Rok temu dowiedziałam się, że islandzki muzyk Ragnar Ólafsson szuka na dwie piosenki damskiego głosu do duetu. Przesłuchania odbywały się on-line. Mój głos spodobał się Ragnarowi i zaśpiewałam z nim w Jankowicach, małym mieście pod Poznaniem. Potem powiedział, że za pół roku znowu będzie miał trasę w Polsce i stwierdził, że chce, żebym występowała z nim wtedy w Poznaniu i Puszczykowie. I właśnie wtedy w Puszczykowie poznałam Bartka, kierownika Borówki, wtedy też tour managera Ragnara. Poczuliśmy od siebie od razu dobrą energię. Bartek usłyszał też, że mam głos, który świetnie współgra z wokalem Ragnara. Po koncercie rozmawialiśmy i przyznałam mu, że szukam miejsc, w których mogłabym się pokazać ze swoim materiałem, ale samodzielne bookowanie koncertów zupełnie mi nie idzie. Bartek zamyślił się i powiedział: „No dobra, to zagrasz jutro support przed Ragnarem. Wchodzisz w to czy nie?”. A ja: „Super, świetnie – jestem przygotowana i gotowa, żeby grać!”. Bartek z Ragnarem uznali, że skoro chcę zagrać ten support, to wezmą mnie ze sobą na resztę trasy – jako support. Spojrzałam na mamę, mama spojrzała na mnie i stwierdziłyśmy, że warto odpuścić  szkołę na kilka dni, a zwłaszcza sprawdzian z matematyki [śmiech] na rzecz kilkudniowej trasy koncertowej. Tak to się zaczęło. Zgarnęli mnie z miejsca. I zostałam w Borówka Music do dziś. Chociaż Bartek zarzekał się, że nie planuje brać do swojej  agencji koncertowej żadnych nowych artystów.

MM: Odpowiadasz za mix, mastering, produkcję, nagrania piosenek, które złożyły się na Twoją debiutancką EP „Town”. Gdzie się tego wszystkiego nauczyłaś?

K: Jestem samoukiem. Stwierdziłam pewnego dnia, że nikt za mnie tego nie zrobi. Chcę by ludzie usłyszeli moją muzykę, że muszę się tego nauczyć. Szukałam kursów przez YouTube. Nagrałam i wyprodukowałam tę EP sama, w swoim pokoju.

MM: Skąd pojawił się w Twojej głowie pomysł na tytuł EP? Dlaczego właśnie „Town”?

K: Śmieję się, że jestem słaba w tytułach i w ogóle moje setlisty wyglądają dziwnie. Chciałam by ta EP nie miała tytułu, ale byłoby dziwnie, ponieważ w mediach Wy – dziennikarze nie mielibyście jak jej opisywać. Dlatego stwierdziłam, że tytułem będzie najbliższa mojemu sercu piosenka „Town”.

MM: Do piosenek „Better Off” i do „Kimosabi” zaprosiłaś dwóch artystów – Nikosinathi Dhaba oraz foreignflows.  Jaka jest historia powstania tych kolaboracji?

K: Pierwsze powstało „Kimosabi”, to był też mój pierwszy singiel, który wrzuciłam na platformę Spotify. Z foreignflows  poznałam się przez Internet. Zamieściłam w sieci filmik, gdzie śpiewam pewne piosenki i gram w nich na pianinie. Skomentował to foreignflows. Napisał, że też robi swoje kawałki, rapuje, a ja stwierdziłam: „Kurcze, zróbmy coś razem” i tak rozwinęła się konwersacja. Po dwóch tygodniach spotkaliśmy się u mnie w domowym studio i zrobiliśmy nasze małe dzieło.

A z Nikosinathim Dhabą poznałam się przez foreignflowsa, ponieważ to jego znajomy. Jest niesamowitym tekściarzem i muzykiem. Na początku miała to być kolaboracja trzyosobowa, ale zmieniliśmy zdanie i postanowiliśmy, że „Better Off” zrobimy we dwójkę.

MM: Czym różnią się Twoje koncerty solowe od tych łączonych z Ragnarem Ólafssonem? Byłaś z nim niedawno w trasie. Nie mam na myśli tylko śpiewania wspólnie piosenek, ale pozostałe odczucia.

K: Różnią się i to bardzo. Gdy jeżdżę z Ragnarem, w trasie jest też Bartek. Gdy gram sama, jeżdżę w trasy z tatą. Jest to inna energia, super nam się żyje – w obu tych zestawieniach. Z Ragnarem przez to, że jest bardziej rozpoznawalny, miałam możliwość grać na dużych scenach, a gdy jestem w solowej trasie, te koncerty są w mniejszych miejscach, ale są też świetne. Jest to inna skala, ale jest mi równie dobrze.

MM: Na koncercie w łódzkiej Woolturze zagrałaś zupełnie inny materiał niż ten prezentowany na EP. Czy te utwory są przedsmakiem twojej debiutanckiej płyty?

K: Zgadza się, nie mogę się doczekać tego albumu. Będą tam w końcu polskie piosenki. Niektórzy ludzie myśleli tak jak Ty, że przyjdą na koncert i będą tam piosenki z EP, a to jest zupełnie inny materiał. Mam nadzieję, że moja płyta ukaże się w przyszłym roku.

MM: Byłem zaskoczony, że udało się zorganizować tak dużą trasę w czasie koronawirusa, bo w tych czasach nic nie jest pewne.

K: Tak, to prawda i tutaj się należą ukłony w stronę Borówka Music i całej ekipy, która zorganizowała to wszystko. Nie mogę wyjść z podziwu. Modliliśmy się codziennie, by nas nie zamknęli. Bartek stwierdził, że prawdopodobnie gram najwięcej koncertów w Polsce w tym dziwnym czasie. Nie wiem, czy tak jest, ale działamy naprawdę intensywnie.

MM: Wracając do płyty – na jakim etapie tworzenia jesteś? Masz zarys, jakieś wersje demo?

K: Będzie to inna bajka niż EP „Town”, mam lekki zarys, mam kilka utworów przygotowanych, ale nie czuję presji, żeby to zrobić zaraz, chcę by to było zgodne z moim sumieniem, nie na szybko.

MM: Wspominałaś, że to będzie zupełnie inny materiał, co już zresztą było słychać na koncercie, że jest to zupełnie inny kierunek. Idziesz w stronę żywych brzmień czy stawiasz też elektronikę?

K: Będzie różnie. Będzie elektronicznie i akustycznie. Skłaniam się bardziej w stronę żywych brzmień, lecz nie oznacza to, że zostawię elektronikę, bo ona też gra mi w duszy. Chciałabym połączyć alternatywę z domieszką popu.

MM: Jak udaje Ci się łączyć koncertowanie, tworzenie materiału na płytę ze szkołą? Masz takie momenty, w których na przykład uczysz się, a nagle powstaje w Twojej głowie melodia lub tekst i potrafi Cię to wyrwać do stworzenia czegoś nowego?

K: To jest bardzo ciężkie, wręcz ekstremalnie trudne. Koncertowanie i produkcja ze sobą nie współgra, bo muszę usiąść przy biurku, a nie mogę, bo jestem w trasie. Do tego dochodzi szkoła, co jest sprawą z innej bajki. W trasie mogę pisać teksty, ale też wtedy się uczę. Mieszam wszystko na raz i jeszcze daję radę.

MM: Pomimo tego, że prawie wszystkie piosenki, które są na EP już wcześniej zostały wydane, znalazły się na fizycznym nośniku. Chciałaś w ten sposób sprawić pamiątkę swoim słuchaczom?

K: Stwierdziłam, że ta EP jest potrzebna, że chcę coś dać słuchaczom, którzy wręcz łaknęli tej fizycznej płyty. Bartek też sugerował, że powinniśmy mieć krążek w namacalnej formie. I ja w tym momencie mam z tego radochę. Ta płyta była zamknięciem pewnego rozdziału muzycznego w moim życiu, co nie oznacza, że nie będę tworzyć w przyszłości muzyki w tym klimacie. Postanowiłam, też że niepublikowany nigdzie utwór „Bipolar” będzie takim bonusem, dla tych, którzy tę EP fizycznie kupią. Chciałam, by te osoby dostały coś sekretnego, specjalnego, dlatego tej piosenki nie ma w serwisach streamingowych.

MM: Zbaczając ze strony muzycznej – masz jakieś zainteresowania, pasje poza muzyką? 

K: Ludzie mi mówią, „znajdź sobie jakąś pasję” oprócz muzyki, bo jak ci nie wyjdzie, to może być ciężko. Ale cała oddałam się muzyce, więc ciężko jest mi znaleźć czas na cokolwiek innego. Będzie co ma być.

MM: Bardzo dziękuję za udzielenie wywiadu.

K: Również dziękuję, było mi bardzo miło.

Fot. Damian Christidis

%d bloggers like this: