[Wywiad] “Mam taką strategię, że daje z siebie maksymalnie dużo i zobaczymy co czas przyniesie” ~ Kamil Kempiński

0

Kamil Kempiński ma 21 lat i jest studentem weterynarii. Jego przygoda z muzyką zaczęła się w 2017 roku, gdy spontanicznie spod jego gitary wyszedł pierwszy utwór. Początkowo został schowany do szuflady, ale Kamil w końcu zdecydował się podzielić nim ze światem. – materiał prasowy

Minęło już trochę czasu od wydania singla i z tej okazji miałem możliwość przeprowadzenia wywiadu z Kamilem. Zapraszam do czytania naszej rozmowy.

Mariusz Majchrzak: Pochodzisz z okolic Bydgoszczy, dokładnie z Brzozy. To też moje rodzinne strony. Skąd wziął się pomysł na studia we Wrocławiu?

Kamil Kempiński: O, jak miło! Czynnikiem decydującym o mojej przeprowadzce do Wrocławia był przede wszystkim kierunek studiów. Chciałem studiować weterynarię, a w Bydgoszczy jej nie ma, więc musiałem wyjechać, a akurat weterynaria wrocławska była wtedy na pierwszym miejscu w rankingu uczelni. Jestem bardzo zadowolony z tego wyboru, chociaż, gdybym mógł przewidywać przyszłość, to pewnie wybrałbym Warszawę. Nie musiałby wtedy jeździć taki kawał drogi do FONOBO Label (śmiech).

MM: A dlaczego zdecydowałeś się akurat na weterynarię?

KK: W liceum chodziłem do klasy medycznej, ale nie do końca wiedziałem, na jakie studia będę chciał pójść w przyszłości. Medycyna ludzka nie do końca mnie pociągała i zdecydowałem się pójść na praktyki do lecznicy weterynaryjnej. Miałem wtedy siedemnaście lat i totalnie zakochałem się w zawodzenie weterynarza.

MM: W takim razie jak trafiłeś do projektu FONOBO Pitcher?

KK: O akcji dowiedziałem się dzięki grupie fanów Ralpha Kaminskiego na Facebooku. Kiedyś wrzuciłem tam swoją piosenkę, która spotkała się z ciepłym odbiorem. Sporo ludzi zaczęło mnie wtedy oznaczać w komentarzach pod postem o projekcie FONOBO Pitcher i zachęcać do tego, żebym się zgłosił. Okazało się, że mieli rację.

MM: Mówisz, że twoje piosenki to tak naprawdę Twój pamiętnik. Kiedy zauważyłeś w sobie tak duże pokłady wrażliwości?

KK: Odkryłem je w liceum, kiedy, tak naprawdę przez przypadek, napisałem pierwszą piosenkę. Gdy zorientowałem się, że, wow, mam do tego dryg, po prostu zacząłem pisać częściej.

MM: Reżyserem teledysku do „Ostatniej piosenki o tobie jest Twój brat Karol. Jak bardzo artystyczna jest Twoja rodzina?

KK: Moi rodzice zawodowo nie zajmują się sztuką, ale uważam ich za bardzo wrażliwych ludzi. Muzyka i film to dwie wielkie pasje mojego taty. Marzył, żeby profesjonalnie grać na gitarze i zbierał kasety. Interesował się również fotografią, dlatego nasze szafy uginają się od aparatów i albumów ze zdjęciami. Najwyraźniej wraz z bratem bliźniakiem przejęliśmy po nim pasje i każdy wziął sobie po jednej. Z kolei po mamie na pewno mam tę wrodzoną wrażliwość i empatię. Kiedyś, ku mojemu zaskoczeniu, czysto hipotetycznie zapytała, czy napisałbym muzykę do jej tekstu. Zatem kto wie, może sama pisze do szuflady, a ja nie mam o tym pojęcia.

MM: Jak pracowało Ci się z bratem?

KK: Rewelacyjnie. Z nikim nie dogaduję się tak dobrze jak z nim. Karol jest studentem Warszawskiej Szkoły Filmowej i jestem bardzo dumny z tego jak się rozwija. Zrobił dla mnie nie tylko teledysk do „Ostatniej piosenki o tobie”, ale też wszystkie pozostałe, więc dużo mu zawdzięczam. Klip do „OPOT” powstał spontanicznie. Postawiliśmy na estetykę i ładny obrazek. Kręciliśmy go w Brzozie na polach niedaleko naszego domu. W związku z tym, że jesteśmy braćmi, to nie mamy żadnych hamulców w wyrażaniu opinii, i dlatego podczas pracy czasem leciały iskry. Ale nie uważam, żeby to było coś złego. Dzięki temu, że się ścieramy, za każdym razem powstaje teledysk, z którego obaj jesteśmy zadowoleni.


MM: Tytuł „Ostatnia piosenka o tobie” sugeruje, że zamykasz jakiś etap w swoim życiu. Jaki?

KK: „OPOT” to tak naprawdę jedynie próba zamknięcia pewnego etapu w moim życiu. To takie robienie porządków i odkurzenie podłogi, ale już bez mycia jej. Dlatego właśnie w piosence zmieniają się emocje. Pomimo smutnej zwrotki, w refrenie znajduję w sobie siłę, aby powiedzieć, że to faktycznie ostatnia piosenka. Utwór jest częścią procesu zbierania się po rozstaniu, który w moim przypadku musiał trochę potrwać.

MM: Jak w tym momencie traktujesz zajmowanie się muzyką? To już Twój plan na życie, czy jeszcze plan B?


KK: Zajmuję się muzyką w stu procentach na poważnie. Wkładam w to dużo serca i mocno się angażuję, ale czy jest to już plan na życie? Sam sobie często zadaję to pytanie. Nie jestem profesjonalnym muzykiem i nie mam wykształcenia muzycznego, więc było dla mnie oczywiste, że muszę posiadać zawód. Rzucenie nauki i innych zainteresowań na tym etapie byłoby rzucaniem się z motyką na Słońce. Moja strategia jest taka, że daję z siebie maksymalnie dużo i zobaczymy, co czas przyniesie. Myślę jednak, że, niezależnie od tego, czy będę stał na scenie, czy siedział w gabinecie, to i tak będę szczęśliwy.


MM: Czego w takim razie powinny się teraz po Tobie spodziewać osoby, które pokochały „Ostatnią piosenkę o tobie”?

KK: Na pewno chciałbym jeszcze wyrwać kilka kartek z tego mojego pamiętnika i ułożyć je w EPkę. Zakładam, że będzie to concept minialbum. Wszystkie utwory ułożą się w jedną historię, której „OPOT” jest jedynie częścią.

%d bloggers like this: